84. Ostrów Wielkopolski.

Rano bez pośpiechu dałem pokaz samodzielnego demontażu szybowca. Foka była w hangarze. Do wrót hangaru było kilkanaście metrów, ale na przeszkodzie stały 3 samoloty i jeden szybowiec. Normalnie przeszkadzający sprzęt wystawia się na dwór, ale akurat padał deszcz. Delikatnie poprzesuwałem, oraz poobracałem samoloty i szybowce, które przeszkadzały w demontażu. Najpierw statecznik, potem lewe skrzydło, prawe i na końcu kadłub. Słowacy tylko bacznie patrzyli bym nie uszkodził ich sprzętów. Sam byłem zdziwiony, że mi to tak łatwo poszło. Dalej to to droga przez góry, które dla pogody często są barierą. Koło Żywca było już słonecznie, a im dalej na północ tym cieplej.

Sobotni poranek w Ostrowie Wielkopolskim upalny. Skoczkowie co kilkanaście minut spadają na ziemię. Coraz więcej szybowców odjeżdża na start, a ja z Foką docieram koło 12-tej. Jest dwóch chętnych na lot mistrzowską Foką. Pierwszy leci Maciej Całka. Znam go z list startowych zawodów, a także miałem okazję spotkać go w Pile. W czasie rozmowy okazuje się też, że z jego wujkiem chodziłem do jednej klasy w pomaturalnym technikum w Kaliszu. Mały ten świat. Jako drugi miał polecieć Michał Milewski. Z reguły nie daję latać młodym pilotom jednak uległem namowom Macieja i innych instruktorów z tym, że musi poczekać, bo niebo pełne cumulusów, więc moja kolej. Znam ten region jeszcze z czasów szkolnych kiedy uprawiałem kolarstwo. W latach 73 – 74 trenowałem z kolarzami Prosny Kalisz i dobrze poznałem okolice Kalisza z poziomu dróg. Wiem, że przez 45 lat dużo się tu zmieniło. Teraz Kalisz i Ostrów to prawie jedna aglomeracja. Dzisiaj będzie  czas popatrzyć na to z góry. Wiatr wieje ze wschodu od Kalisza, a na wschodniej stronie lądują skoczkowie spadochronowi, więc aby zobaczyć Kalisz muszę ominąć strefę zrzutu. Układ chmur jest taki, że lepiej to zrobić od północy. Kieruję się więc na Pleszew. Jest lekki kryzys, bo właśnie zbliża się godzina trzecia. Przybyło chmur, a podstawa ich tylko 1300 metrów. Po drodze do Pleszewa odkrywam na nowo Gołuchów z jego pięknym jeziorem. Latam nad nim w kominie i robię zdjęcia. Pamiętam jeszcze do dzisiaj tą prostą linię brzegową plaży. Powoli kryzys ustaje, ale jednocześnie zaczynają znikać cumulusy. Nad Kaliszem jest już bezchmurnie. Wlatuję pod ostatni obłok przed samym Kaliszem i wszędzie nic. Gdzieś coś tyrpnie, gdzieś podrzuci skrzydło, tyle i tylko tyle. Wypatrzyłem skrzyżowanie z zegarem, gdzie kończy się Śródmiejska, a zaczyna Górnośląska. Tam na rogu była moja szkoła i Technikum budowlane, a teraz to posiadłość Nazaretanek. Kościół w Kaliszu rządzi i odzyskał swoje przedwojenne mienie. Opadam w dół, więc odlatuję z powrotem do Gołuchowa. W tym słońcu wszystko jest szare, a właściwie to kolor piaskowy. Nawet lasy i jezioro wydają się żółte. A może w powietrze jast tak mocno zapylone. Nie wiem. Czas lądować, obiecałem chłopakowi niech sobie polata.Michała poznałem w Pile, gdzie Paweł Krakowski robił mu szkolenie za samochodem. Ach ten Paweł, po co wsiadł na ten motor, jeszcze długo będę go wspominał, bo to on wznowił starty za samochodem w Polsce. To ostrowianin. No, młodzian w powietrzu, a ja pomaga ściągać szybowce do hangaru. Po lądowaniu Foka staje na czele armady i jako pierwsza wyjedzie na start.

Było już szaro, gdy podeszli do mnie dwaj nowi piloci mistrzowskiej Foki. Postawili się. Michał obdarował mnie piwem Haineken, a od Maćka dostałem książkę Kaliskie skrzydła zadając mi jednocześnie pytanie „Czy wiesz dlaczego lotnisko jest w Ostrowie, a nie w Kaliszu”. Cóż nie wiem, ale czytając znalazłem tą spiskową teorię. Podczas rejestracji nowego towarzyszenia Aeroklub Ziemi Kaliskiej stanowisko prezesa powołano wiceprezesa Aeroklubu Ostrowskiego, który zaniedbał rejestrację kaliskiego klubu, więc wszyscy członkowie z Kalisza musieli przenieść się do Ostrowa, a tereny w Kościelnej Wsi po aeroklubie kaliskim przeznaczono pod uprawy rolne. Niedziela zapukała do mojego busa wysoką temperaturą i całkowicie bezchmurnym niebem. Na dodatek silnik Jaka zachował tylko 50 minut resursu. Chętnych do latania całe mnóstwo. Cóż było począć, spakowałem Fokę do przyczepy. Samo zakończenie mojego latania w Ostrowie było typowo polskie. Hol na 600 metrów 180 złotych. Nawet siwi członkowie klubu kręcili głowami z niedowierzaniem, a ja mogłem pożałować strzelających cumulusów.

 

Posted in Felietony.