82. Prievidza.

Pieniądze na wykończeniu. Jeszcze ostatnia fotka  w Lesce-Bled i najkrótszą drogą wracam do Polski. Najtaniej jest na Słowacji. Do głowy przychodzi mi Previdza, która leży prawie na trasie. Przyjeżdżam w sobotę z samego rana z nadzieją, że miejscowi piloci będą latać. A tu niespodzianka, całkiem zapomniałem, że w Prievidzy  rozgrywane są mistrzostwa Europy. Na pasie zaczynają rozstawiać grid dla trzech różnych konkurencji. Pod hangarem stoi 8  Dynamików, które holują szybowce na tych zawodach. Produkowane są tu w Prievidzy. Piękna reklama dla ultralightów, jako samolotów holujących, aż trudno o lepszą. Po rozmowie z dyrektorem dałem za wygraną i odpuściłem latanie. Czas pokazał, że to zapytanie o latanie było bez sensu. Na starcie było ponad 100  szybowców, a tego dnia wielu zawodników startowało po raz drugi i robiłbym tylko niepotrzebne zamieszanie. Chodzę więc z  aparatem, robię zdjęcia   najciekawszym szybowcom i  zawodnikom. Nagle niespodzianka. Wchodzę prosto na Borisa Kozuha. Na tych zawodach jest kierownikiem reprezentacji Chorwacji. Jednym, a właściwie już jedynym zawodnikiem chorwackim jaki wystartował do ostatniej konkurencji był Franio Franić, który latał kiedyś moją Foką w Sinju. Pozostali porozbijali swoje szybowce. Spotykam też Sebastiana Kawę z ojcem, Grabowskiego i innych, jednak nie zawracam im głowy by ich nie dekoncentrować. Wyniki zawodów znacie z Internetu, a ja zaprezentuję tylko swoje zdjęcia z ceremonii rozdawania medali. Anglicy wygrali klasę  klub, Sebastian  Kawa został Mistrzem Europy klasy  18-to metrowej na szybowcu Diana 3. W niedzielę ‚powtórka z rozrywki’ generalne sprzątanie po zawodach, odloty samolotów holujących, oraz większości szybowców. Moje latanie musiałem przełożyć na poniedziałek. 

O dziwo w poniedziałek na latanie zebrała się nawet spora grupka szybowników. Z zawodników pozostał Mirek Izydorczak z żoną, która chciała polatać w Prievidzy. Pojawiło się też 4-ech pilotów z Niemiec, którzy podobnie jak ja  czekali na swój czas. Startowałem po 14-tej w kierunku na najwyższy komin  w Czechach. Było trochę cumulusów, jednak nie wszystkie nosiły. Najlepsze warunki do latania były na południowych zalesionych górkach. Tak, po Belluno i Lesce-Bled trudno to coś nazwać górami. Powierzchnia lasu jest jednak na tyle duża, że nie można przesadzić ze zbyt niskim lataniem i muskanie szczytów sosen nie wchodzi w grę. Kilka razy mijałem się  z Grażyną, która latała bodaj Jantarem. Trudno było ją dogonić Jantar jest dużo szybszy niż moja Foka, ale ponad 4 godzinne latanie okazało się bardzo przyjemne. Wieczór spędziłem na proszonym grillu z Grażyną i Mirkiem wspominając nasze pilskie spotkania i gadając o wszystkim i o niczym. We wtorek pogodowa przerwa, a w środę poprawa pogody w stronę bardzo wysokich temperatur, a także cumulusów o wysokich podstawach. Tego dnia nosiło do 2-óch tysięcy QNF. Postanowiłem odwiedzić  Nitrę, i myślałem nawet o wylądowaniu na pogaduchy. Nie jest to daleko dla Foki przy takich podstawach, ale dla mnie najistotniejsze jest ustrzec się lądowania przygodnego w polu. Ten priorytet wydłuża lot, bo każdą decyzję o przeskoku podejmuję bardzo ostrożnie. Jeśli w założonym miejscu nie znajdę noszenia uciekam z powrotem do ostatniego komina. W czasie tego lotu miałem kilka takich nieudanych nieudanych prób. Długo to trwało, ale dotarłem do  Nitry, a nawet poleciałem pod granicę z Węgrami na Dunaju. Powrót miałem utrudniony z powodu braku cumulusów. Najpierw pomoc uzyskałem od przypadkowego szybowca, który krążył zaznaczając mi komin termiczny przy braku chmur. Po czasie okazałem się na tyle uprzejmy, bo gdy ja znalazłem noszenie ten sam szybowiec przyleciał pode mnie, by po kilku minutach latać ze mną na jednym poziomie. Na 2-ch tysiącach rozstaliśmy się. Ja poleciałem w kierunku Prievidzy, a on Nitry. Przed Prievidzą powróciły chmury. Wykorzystałem je do zrobienia kilku zdjęć zamku  , który jest znakiem szczególnym i drogowskazem do lotniska. Może kiedyś zdecyduję się na zwiedzanie. Wygląda ciekawie. 

Posted in Felietony.