10. Dunstable

Z Camphill wyjechałem koło południa. Niecałe 400 kilometrów jazdy M-1-ką to żabi skok dla mnie. Całą drogę mokro. Jesienny środek lata z mżawką źle wróży na następne dni. Na miejscu w London Gliding Club w Dunstable jestem bez pośpiechu pod wieczór. Znam to lotnisko od kilku lat. Wykonałem na nim 3 loty z instruktorami na klubowych szybowcach ASK-21, Dunstable 023 a jednym z nich był Jarek, od poznania którego rozpoczęła się moja przygoda lotnicza. Pierwsze kroki trzeba zrobić do officu by zameldować się i co jest potrzebne, żebym mógł polatać swoim prywatnym szybowcem. Kilka pytań ze strony dyrektora, a konkretnie: 1. Czy latałeś na tym lotnisku wcześniej z instruktorami? Tak. 2. Czy znasz strefy zakazane dla lotów szybowcowych? Tak. 3. Czy jesteś członkiem naszego klubu? Nie. 4. A, czy jesteś członkiem jakiegoś klubu w Polsce? Tak. No to, możesz latać po naszych cenach aeroklubowych. Jutro przed startem zgłoś się do jakiegoś instruktora i jeszcze raz porozmawiaj o strefach i organizacji lotów. Jesteś po podróży i jeśli potrzebujesz łazienkę jest tam. Ot i cała rozmowa. Oto jest angielska gościnność, a nie polska, gdzie gości traktuje się jak dopust boży i kroi dla ratowania padającego budżetu. A, że przestało padać jeszcze tego dnia zdążyłem przejechać się rowerem po okolicy i skorzystać z prysznica.

Sobota rano budzi mnie hałasujący traktor koszący lotnisko. Na domiar słyszę stukający w dach busa deszcz. Wychodzę z samochodu, jest ledwie 9-ta, a pod skarpą qqww 107 już stoi około 50 szybowców i ciągle dojeżdżają następne. No tak, w UK-ej trawa na lotnisku nie może urosnąć wyżej niż 7 cm, bo BGA je zamknie, a przy tej wilgoci rośnie jak wściekła, więc kosi się ją co dzień przez cały dzień. No, a skoro nie leje, tylko ledwie kapie to w sobotę i niedzielę wszystkie szybowce latają, wystarczy, że dmucha na zbocze. Nie mam wielkiego parcia na latanie, ale skoro przyjęto mnie tak życzliwie działam. Krótkie przygotowanie do montażu, organizuję trzech młodzików i po niecałej godzince ruszam z Foką na start. Po drodze mijam szczątki szybowca. Trudne do rozpoznania, ale to Bocian, na pewno Bocian. Został rozbity kilka tygodni temu. Ku mojemu zaskoczeniu pogoda ma się coraz lepiej. Jeszcze przed jedenastą rusza termika. Na żaglu przybywa paralotni, naliczyłem ich 15, nawet latają dwie lotnie, a szybowce gdzieś znikają. Wszyscy ruszają na trasy, zostało tylko 5 zabytkowych dracheta, 3 dwustery Dunstable 014 szkolące młodzież i ja kręcący się na ziemi. Ciekawscy Foki są, robią zdjęcia, podpytują, ale to lotnisko ma inny charakter i nie ma szału na oglądanie. Tu w Dunstable panuje indywidualizm i każdy zajmuje się sobą.

Po pierwszej robi się pogoda z cumulusami ułożonymi w szlaki po horyzont w każdą stronę. Startuję koło drugiej. To bodaj pierwszy hol mojej Foki za Robinem. Lot do komina i dwie i pół godziny latania przede mną. Okolice Dunstable już znam, więc nie boję się, że pobłądzę. Do zbocza nawet się nie zbliżam, za dużo paralotni, lecę nad Milton Keynes.  qqww 116 Ciekawe miasto, całkiem inne, nie pasujące do UK-ej. Architektura jak w całej Brytanii, ale urbanistycznie nowoczesne, bardzo przestrzenne z przemyślaną komunikacją i dużą ilością zieleni. Pod tym względem śmiało mogę porównać do Milton Keynes Piłę. Są jednak różnice. Ogromny stadion piłkarski z czasów gry Milton w Premier League z daleka rzuca się w oczy. Czas szybko upływa i powoli zaczynam obserwować powroty wyczynowców z tras. Tego dnia najdłuższy przelot to 660 kilometrów po bardzo łamanej tasie. Na mnie też już czas i ląduję blisko kwadratu. Pojawia się wreszcie Jarek z informacją, że w nocy będzie lać i lepiej szybowiec schować do przyczepy. Robimy to dopiero wieczorem, niech się Anglicy napatrzą.

Dzisiaj ważny dzień w LGC letnie hangarparty. Jedyne 15 funtów jadło i tańce do 3-ej w nocy. Trafiałem już na dyskoteki z DJ-em w pubach, ale tu czterech muzyków szykuje się do występu. Pierwsze wejście i huk jak z armaty. Będzie czad. Jeden z gości od razu złapał marynarkę i opuścił imprezę głodny. Takiej muzy na tańcach w życiu nie słyszałem. Chciałbym jeszcze kiedyś trafić na taką zabawę.

W nocy przyszedł deszcz, więc z latania w High Weycombe musiałem zrezygnować. Rano obrałem kierunek Dover na prom z obietnicą sobie, że wrócę tu w przyszłym roku na dłużej.

Posted in Felietony.