8. Slingsby Sky

Tak jak zdecydowałem. Ostatni dzień latania w Camphill. Tego dnia hol na 300 metrów to za mało. Po wyczepieniu słaby wiatr pozwalał tylko na ślizganie się wzdłuż zbocza na 100-tu 200-tu metrach z ciągłą uwagą na startujące i lądujące szybowce. Nie potrafiłem wznieść się wyżej. Kilku szybowcom udało się nawiązać kontakt z termiką, ale było to podyktowane holami na 500 metrów i znajomością terenu. Startowałem trzykrotnie, a najdłuższy lot to tylko 39 minut. Jedno z podejść i lądowań sfotografował Janek.JS2_8784 JS2_8786JS2_8787JS2_8788JS2_8789JS2_8790Tu w Camphill jest specyficzna organizacja startu i lądowań. Start wykonuje się z jednego miejsca, lecz lądowanie jest dowolne. Tego dnia prawie wszyscy lądowali w poprzek pasa stromo schodząc znad wzniesienia, gdzie był start z przyziemieniem za rozciągniętymi linami wyciągarki, by po krótkim dobiegu zatrzymać szybowiec na niewielkim garbie. Po trzecim lądowaniu chodziłem zrezygnowany, a tu pojawił się Mike i zaproponował mi lot na swoim Slingby Sky. JS2_8802Zgodziłem się po krótkich namowach. Sky to konstrukcja chyba jeszcze przedwojenna i także jak moja Foka ma na koncie Mistrzostwo  Świata. Co prawda nie egzemplarz Mike’a, ale jest to konstrukcja mistrzowska. Nie potrzebnie byłem zestresowany tym lotem. Nigdy nie leciałem czymś tak prostym w pilotażu. Sky lata sam na holu, w locie swobodnym i sam miękko ląduje. Rewelacja, szkoda tylko, że lot trwał ledwie 4 minuty i nie mam zdjęcia, bo Janek gdzieś zniknął.JS2_8832 Czas kończyć zabawę i zabrać się za pakowanie. Sporo tej krzątaniny. Najpierw ściągnięcie szybowca z lotniska, dobry kilometr z Foczka na sznurku i kółkiem pod skrzydłem. Potem wstępny demontaż JS2_8812 i organizowanie ekipy pomocniczej zawsze denerwujące. Muszę zimą pokombinować coś z urządzeniem do samodzielnego de i montażu. Wieczorem uroczyste zakończenie.

 

 

 

Posted in Felietony.