5. Dzień 23.06.2015

Wreszcie, wtorek rano po otwarciu jednego oka dojrzałem blask porannego słonka. ‚Oj, będzie latanie’ to pierwsza myśl jaka przebiegła mi po głowie. Codzienny briefing potwierdził to i zaczęło się składanie szybowców. Zawody to nie tylko technika, ale także taktyka. Mój plan budowania atmosfery wokół Foki okazał się słuszny. Foka w Anglii to szybowiec mało znany. Lepiej rozpoznawalna jest Cobra. Tak jak przewidywałem moja Foka okazała się kompletnym zaskoczeniem. Nie dość, że pięknie pomalowana, to jej sylwetka na 50-cio letni szybowiec  okazała się w porównaniu z młodszymi szybowcami bardziej nowatorską. Anglicy to naród bardzo powściągliwy w wyrażaniu swoich opinii, ale dało się zauważyć ich zachwyt. Ci, którzy w poprzednich dniach troszeczkę z przymrużeniem oka traktowali moje opowieści o Foce, oraz Ci, którzy pod wpływem piwa byli mi bardziej przychylni, wszyscy byli na ‚kolanach’.  Jedyne co słyszałem to: ‚Foka is absolutly beautifoul’.JS2_8408 Jednak życie jest życiem. Na starcie okazało się, że hole za wyciągarką są niskie, jednak zdecydowałem się na start.JS2_8441 Linę do szybowca podpiął mi emerytowany pilot latający niegdyś na Sibrach. Niecałe 300 metrów nie wystarczyło na kontakt z termiką, a żagla ze względu na słaby wiatr tego dnia nie było. Lot trwał tylko 3 minuty, ale te 3 minuty to jeden wielki stres. To moje pierwsze 3 minuty samodzielnego lotu poza Polską. To przeżycie na miarę pierwszego startu. Wylądowałem w jednym kawałku, szybowiec cały, wszyscy się cieszą, wiec latam dalej. JS2_8448Tego dnia wykonałem 5 startów, a najdłuższy lot trwał 12 minut. Co prawda to żaden sukces sportowy, ale loty te miały bardziej charakter pokazowy, bo w kategorii vintage lata się dla piękna latania, a nie sportu. Sama sceneria dookoła jest też inna niż w Polsce. Kamienne ogrodzenia wokół małych poletek z pasącymi się baranami, oraz ten inny odcień zieleni angielskiej robi wrażenie i lekko podnosi poziom adrenaliny. JS2_8464Oczywiście cały czas podczas pobytu na ziemi szybowiec był podziwiany. Spór sprzed ośmiu lat jakimi farbami pomalować Foczkę wyszedł na moje. Uparłem się wtedy na farby akrylowe i to się sprawdziło. Szybowiec lśni do dzisiaj i sprawia wrażenie, że jest to konstrukcja epoksydowa. W Polsce wszyscy wiedzą, że to konstrukcja drewniana, jednak Anglicy chętnie zaglądali do otworów  kontrolnych by się upewnić. Tak więc cacania, och i ach było aż nadto.

Po piątym locie pojawił się na starcie Mike Armstrong. Pilot z dużym nalotem, znajomością terenu, oraz słynący z tego, że niepotrzebna mu termika, wystarczy tylko „bąk od wróbla”. Od razu zaproponowałem  jemu lot Foczką. Zaskoczony i jednocześnie uradowany postanowił lecieć. JS2_8508Lotnictwo ma to do siebie, że każdy, nawet mistrz musi być przeszkolony na nową okoliczność i na kilka minut wcieliłem się w „angielskiego instruktora”. Mike okazał się zdyscyplinowanym uczniem i wysłuchał na co ma zwrócić szczególną uwagę, oraz czym może zostać zaskoczony w locie. JS2_8524Pokazowy lot Mike’a, jednak też tylko 12-to minutowy. Cóż, Foki są przystosowane przede wszystkim do startów za samolotem i w porównaniu z innymi szybowcami hol za wyciągarką kończy się o 20-30 % niżej. Mimo wszystko ten dzień był taki jak lubię. Krzątanie wokół szybowców, latanie, dyskusje o lataniu, a jeszcze się nie skończył. Pozostało wieczorne spotkanie w barze.

L.M.

Posted in Felietony.