3. Pierwszy lot.

Sobotni briefing zaczął się dla mnie wywołaniem do tablicy. Boss klubu Mike Armstrong powitał mnie oficjalnie na zlocie VGC obdarowując jednocześnie butelką wina. Camphill 007 Trochę uprzejmości z jednej i drugiej strony, a dalej było już jak u nas.Camphill 002 Omówienie pogody, organizacja startów, a nawet propozycja przelotów na dwóch krótkich trasach. Mając na względzie złe prognozy pogodowe na trzy dni i start za wyciągarką w poprzek pasa startowego postanowiłem zostawić Fokę w przyczepie. Tego dnia w plany wpisałem lot na Puchaczu z instruktorem by poznać najbliższy rejon lotów z góry.

Wici o moim przybyciu na zlot rozeszły się po całym klubie, a członków jest ponad 180-ciu. Wśród nich jest jeden Polak z emigracji 68 Jan Szladowski,Camphill 069 który dwukrotnie był triumfatorem zlotu ze swoim szwajcarskim … To on od tego dnia przejął nade mną i moim szybowcem opiekę fotoreporterską i informacyjną, za co mu teraz serdecznie dziękuję.

Moje postanowienie okazało się trafne.  Lot zapoznawczy z rejonem odbył się jeszcze w znośnych warunkach. Potem to już tylko przeplatanka deszczu ze słońcem rozmieszana silnym wiatrem. Wykonałem go z Johnem,qqww 017 którego jeden z dziadków był Polakiem. Tego dnia odwiedził mnie też Jarek, mój pierwszy instruktor mieszkający obecnie w Londynie.

Oprócz tego, że uratowałem Foczkę przed trzydniowymi opadami, to pozwoliło mi to na budowanie atmosfery. Używając  „my private English” opowiadałem wszystkim o jej sławie i zaletach. Ja gadałem, a oni słuchali nie dowierzając. Moje określenia typu „Polish racket”, czy „Mig 15 without engine” traktowali z uśmiechem. Foczka ukryta przed oczyma gapiów w niezbyt ładnej, szczelnej przyczepie typu „kondom”,Camphill 008 a ja ciągle gadałem. Wszyscy grzeczni, mili, a ja ciągle”the most beautiful Polish glider”. I tak przez trzy dni. Co dalej w następnym felietonach.

M.L.

Posted in Felietony.